Za nami kolejna sesja, o której zdecydowanie nie można
powiedzieć, że była szczęśliwa dla inwestorów. Bardzo
dobre zakończenie wczorajszych notowań za oceanem
i dzisiejszych w regionie Azji, powinno było sprzyjać
mocniejszemu uderzeniu popytu.
Tym czasem na rynku od początku sesji panowała wyprzedaż
akcji, a o powrocie optymizmu nie było już mowy. Na sam
spadek WIG20 miał nieco wpływ PEKAO, który był dzisiaj
notowany bez dywidendy, jednak nie stał on w kontraście
z rynkiem.
Wciąż niebezpieczna jest proporcja rynku akcji spadających
w stosunku do rosnących (244/141), co mówi nam, że rynek
giełdowy bardziej skłania się do spadku, anieżeli do
wzrostu.
Kolejny problem, to wyniki spółek - w przeszłości rynek
dyskontował potencjalnie dobre wyniki wzrostami. W tej
chwili to dyskontowanie zwykle kończy się po ogłoszeniu
wyników poprzez realizację zysków, więc patrząc na to
źródło - paliwa do wzrostu coraz mniej pozostało.
Z technicznego punktu widzenia, wciąż pozostajemy
w formacji klina na indeksach, których wykresy były tutaj
ukazywane. Brak siły do wybicia się ponad opory może
rodzić coraz większe obawy u inwestorów o sens utrzymywania
obecnych poziomów na indeksach, co też powinno przełożyć
się na spadek indeksów.
Zasadniczym pytaniem jest tylko to, co taki spadek może
wywołać. Przy takim stanie rynku i położeniu indeksów,
pozostaje nam czekać na werdykt rynku co do jego kierunku
przynajmniej w średnim terminie, a ten zostanie wyznaczony
poprzez wybicie w jedną lub drugą stronę.